OPOWIEŚĆ WIGILIJNA


 

Święta…Czas magiczny, niezwykły, wyjątkowy. Charakterystyczne zapachy, piosenki i kolędy, ozdoby, ciepła rodzinna atmosfera. Zwierzaki leżą na kolanach lub w nogach swoich właścicieli szczęśliwe z pojedzonymi, pękatymi brzuchami od resztek, które „przypadkiem” spadły ze stołu.

                Niestety nie wszystkie zwierzęta są tak szczęśliwe. Wigilia, cała rodzina przy stole, wokół szaleją dzieci wraz z ukochanym psem. A za oknem błyszczą  zeszklone, smutne, żółte oczy… „Czemu mój Pan mnie zostawił? Zapomniał o mnie? Może jeszcze wróci… Może coś mu się stało… A jak nie wróci? To pewnie dlatego że byłem niegrzeczny… Co mnie podkusiło żeby spać na jego czarnym podkoszulku…,ale tak ładnie pachniał Panem… Już tak długo go nie ma… jestem taki głodny…” –pomyślał  biały kot coraz bardziej niknący w oczach. Położył się zrezygnowany pod choinką w ogrodzie i próbował zasnąć. Wiejący arktyczny wiatr zsunął z gałęzi śnieg zasypując jego wychudłe, wyziębione ciałko. „To już chyba koniec… nie mam siły…”- pomyślał. Słyszał jeszcze szczekanie psa, opadł  z sił, zasnął  z nadzieją że chyba już się nie obudzi, bo po co żyć bez swojego ukochanego Pana. Nagle ktoś go złapał, próbował się wyrywać lecz  nic to nie dało, nie miał nawet siły otworzyć oczu. „Pies?! Już po mnie!” – pomyślał. Poddał się. Jednak za chwilę poczuł przyjemne ciepło, nie czuje już chłodu. „PAN WRÓCIŁ?!” – otworzył oczy ostatkiem sił, zapachu nie czuł przez zakatarzony nosek. To nie był jego Pan, to była Pani. Bardzo elegancka, włożyła go za kurtkę aby się ogrzał. Wsiedli do auta, droga dłużyła się, samochód kołysał do snu. Dało się usłyszeć ciche mruczenie zasypiającego białego kota. Samochód zatrzymał się Pani wysiadła zabierając ze sobą kotka któremu było już całkiem ciepło i nigdzie nie zamierzał się wybierać. Weszli do budynku. Z daleka słychać głośne „Dobry wieczór Pani Marto! Co tam Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami ma dla mnie w wigilię?” – z uśmiechem na twarzy powiedział weterynarz, szybko przełykając pierniczka upieczonego przez żonę.  Cała trójka weszła do gabinetu. Pani Marta wyjęła z za pazuchy białego chudego kota. Weterynarz widząc wystające kości przyniósł miseczkę i dał maluchowi kilka łyżeczek konserwy dla zwierząt. „Trzymaj mały, teraz już będzie dobrze.” – powiedział podsuwając kotu miseczkę pod zasmarkany nos. Futrzak z wilczym apetytem  połknął jedzenie niemal razem z miską. Weterynarz zalecił podawanie małych dawek jedzenia, stopniowo je zwiększając. Zbadał kotka, zdiagnozował koci katar, podał leki. Nagle zadzwonił telefon Pani Marty, to Pani Małgosia, która w przez cały ten czas  dzwoniła  gdzie  tylko się dało, szukając kociakowi domu tymczasowego. Złe wieści, nikt się nie zlituje. „Pan Marek się zgodził! Dobranoc Pani Marto! Wesołych Świąt!” – powiedziała Pani Małgosia.  Pani Marta zabrała kotka z powrotem pod kurtkę. „Dziękuje Panie Doktorze i przepraszam że w Wigilię…”- zaczęła mówić działaczka TOZ. „Pani Marto… Proszę… przecież to mój obowiązek pomóc jako  lekarz i jako człowiek!” – wtrącił weterynarz– „Jak to się stało że do Was trafił?”. „Ktoś zadzwonił że po wigilii wypuścił psa do ogrodu. Pies zaczął bardzo oszczekiwać choinę, rodzina sprawdziła i zobaczyła kotka, była przekonana że nie żyje, nie reagował na psa, był przeraźliwie chudy. Zadzwoniono do nas z prośbą o pomoc, co z nim zrobić. Rodzina bała się że może być chory, nie znali się na kotach, zawsze mieli psy. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam. Podnosząc kota spod choinki zobaczyłam ze oddycha więc przyjechałam do Pana. Jeszcze raz dziękuje, nie przeszkadzam już. Wesołych Świąt dla Pana, rodziny i oczywiście zwierzaków!” –  odchodząc powiedziała Pani Marta. „Dobrze że są tacy ludzie jak Pani! Wesołych Świąt!” – krzyknął za dobrą duszyczką Pan Doktor. Pani Marta wsiadła do swojego samochodu i zawiozła kocurka do Pana Marka. Kocik spał, był tak zmęczony że nawet nie zauważył gdy nowy tymczasowy opiekun położył go na poduszce przed kominkiem. „Uciekam. Do widzenia Panie Marku i Wesołych Świąt!” – uśmiechnęła się Pani Marta i wyszła. 

Pan Marek wrócił do stołu i świętować  dalej z rodziną, w koło stołu biega Rudzia, reszta zwierząt leży pod stołem i grzeje nogi domownikom i gościom. W ciemnym kąciku koło choinki leży Łatek, patrzy smutnymi oczami… jest już u nas 2 lata. Ktoś tak sprzątał przed Wielkanocą, że wraz ze śmieciami wyrzucił psa w miejscowości Łososina Dolna. Łatek jest rozpieszczany w domu tymczasowym, ale chciałby mieć swoją rodzinę. Ludzie, którzy przychodzą szukając dla siebie psa, mówią że jest brzydki żeby pokazać im inne psy. „Już nigdy nie będę miał swojego własnego domu… nie chce mi się żyć, tymczasowi opiekunowie, głaskają i kochają mnie jak swojego psa ale ja wiem że nie jestem ich… Czas ucieka… Nikt mnie nie pokocha bo jestem brzydki…  Umrę jako bezpański pies… ” – pomyślał Łatek, a po jego pyszczku spłynęła łza.

W podobnej sytuacji jak Łatek jest wiele psów i kotów. Rambo, Cezar, Sarna, Jazz, Lizzie…Świat o nich zapomni… Umrą jako bezpańskie psy o tymczasowych, dożywotnich imionach… Nie kochane… Pomóż im, dla Ciebie to kilka lat  z życia, a dla nich to całe życie.

Jest stara przypowieść mówiąca o tym że w Wigilię o północy zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Ciekawe co miałyby do powiedzenia o Tobie? 

 

PP